czwartek, 30 czerwca 2016

Gdy rozciąłem sobie palec u nogi w jeziorze, porwałaś własną bluzkę, żeby mnie zabandażować; gdy w zupełnej beznadziei utknąłem na rowerze z dala od domu, przyjechałaś po mnie, teraz płaczesz, bo jestem chory i wciąż nie wiemy na co, nie wiemy kiedy i jak to sie skończy. Miłości nie da się bardziej okazać...

niedziela, 20 września 2015

Zamek

W bloku nie ma windy. Jest wymiana. Trzeba zasuwać 120 schodków do góry. Przez mniej więcej miesiąc. Zacząłem to robić już jakiś czas wcześniej, żeby się przyzwyczaić. A teraz faktycznie i namacalnie nie ma windy. I siedzę sobie na tym swoim siódmym piętrze i patrzę na okolicę, patrzę na odległe bloki niczym pan na zamku, bo tak się teraz czuję. 120 schodków lekko średniowiecznej niedostępności, 120 schodków nieco dziecinnego poczucia bezpieczeństwa, po których trzeba się wdrapać. Jeszcze tylko brakuje, żeby mi fachowcy od wodociągów w ramach kolejnego remontu wykopali pod zamkiem fosę.

Wracając do domu rowerem gdzieś w okolicach zjazdu z obwodnicy zobaczyłem zupełnie dla mnie  nowy znak drogowy z napisem: Jedź na zamek. No to jadę.

niedziela, 12 lipca 2015

Pochłaniacz wilgoci

Już ponad 150 osób na Śląsku ciężko zatruło się kolekcjonerskim środkiem pochłaniającym wilgoć. Wśród nich były również osoby niepełnoletnie, choć produkt przeznaczony jest tylko dla osób powyżej osiemnastego roku życia. Choć w sumie to nie wiadomo, dlaczego nie miałby być przeznaczony dla dzieci, skoro to tylko pochłaniacz wilgoci. Widocznie produkt nie może być nie spożywany przez dzieci. 

Pamiętam, że ja kiedyś też kolekcjonowałem pochłaniacze wilgoci. Miałem trochę z torby fotograficznej, którą kupiłem ponad pięć lat temu, do tego jedno opakowanie z paczki żywności liofilizowanej. No ale jakoś nie jadłem, w końcu zbierałem w innym celu.

Wchodzę na stronę producenta (kolekcjoner.nl) i już na wstępie naga kobieta informuje mnie, że wstęp tylko dla dorosłych. Uff, na szczęście spełniam wymagania. Przechodzę zatem do sklepu i zaprawdę nie wiem, gdzie ja trafiłem;) Oto bowiem cała gama specyfików, od wspomnianych już pochłaniaczy wilgoci przez substraty środków piorących po produkty do badań laboratoryjnych. Prawdziwym rarytasem jest zaś odplamiacz śladów po spermie o wdzięcznej nazwie "kutango sex (analog viagry)". Cały czas roznegliżowane panie przypominają mi, że produkty przeznaczone są tylko dla osób pełnoletnich.

Jak używać? W zakładce "zdjęcia kryształów" dowiadujemy się całej masy przydatnych wskazówek w postaci filmików oraz komiksów. Oficjalnie służy to tylko jednego celu. Nieoficjalnie to już się nie sposób nie domyśleć. Polecam jako ciekawostkę. Tylko i wyłącznie. Chyba że ktoś lubi, to można zjeść trochę proszku do prania. Ale cenowo lepiej wychodzi w supermarkecie. Trzy kilogramy za nieco ponad 20 złotych.



wtorek, 7 kwietnia 2015

Postanowienia Wielkanocne

Nowego Roku nie powitałem postanowieniami noworocznymi - jakoś nie odczuwałem potrzeby. Ale na Wielkanoc - bo to przecież śnieg jak na Boże Narodzenie - naszła mnie potrzeba jakichś zmian. Właściwie to dosięgnęły mnie pewne inspiracje.

Ponieważ obietnice zapisane nabierają mocy i stają się bardziej wiążące - oto one:

1) Zdrowe odżywianie: koniec z masłem roślinnym, koniec z pączkami, drożdżówkami, jogurtami smakowymi i wszelkimi innymi produktami zawierającymi cukier. Wyjątek stanowić mają na razie jedynie poranne płatki śniadaniowe. W zamian spożywamy więcej jajek, pieczywa i zieleniny. W sam raz na wiosnę.

2) Co najmniej raz w tygodniu wracam z pracy do domu na piechotę. Ponieważ jest to dystans około 20 km, dopuszcza się rozbicie dystansu na raty, ale nie w weekend.

3) Codziennie czytam co najmniej jedną stronę czasopisma DER SPIEGEL. Najlepiej w pociągu SKM

środa, 1 kwietnia 2015

Islandia

Bardzo chciałbym polecieć na Islandię. To nie był mój pomysł, ten pomysł padł niezależnie ode mnie, ale ja nim zostałem zarażony. Ale padł z głowy pewnej osoby - i oznacza to, że realizacja jest tylko kwestią czasu. A mój udział zależy tylko od mojej determinacji i odwagi. Tak, boję się, bo to nie autokarowa wycieczka, lecz trekking, czyli poruszanie się ze wszystkim, co jest potrzebne do życia, na plecach.

I co się teraz dzieje w mojej głowie? Otóż zapewne to samo działo się w głowach tych, którzy za komuny jeździli bo Bułgarii, którzy w latach dziewięćdziesiątych jeździli do Egiptu, którzy teraz latają na Karaiby. Ale na mnie Karaiby nie robią wrażenia. Nie robią wrażenia Egipt, Tunezja, Teneryfa, Kreta. Jak słyszę po raz wtóry "Fuertewentura", dostaję mdłości. Tam sobie może polecieć każdy*. A gdy pomyślę o Islandii, w mojej głowie zaczyna kiełkować niezwykle perfidne uczucie wyższości nad innymi. Tak, takie bardzo chamskie i sadystycznie egoistyczne uczucie. Bo na Islandię nie jeździ się po to, żeby sobie wrzucać sweetfotki z antycznymi ruinami, palmami i wielbłądami. Bo na Islandii bywa zimno nawet w lecie. Tam się jedzie żeby doświadczać. Podobno jednym z takich doświadczeń jest to, że żadna kurtka nie jest nieprzemakalna. Czyli doświadczać przygody (czyli wszystkiego tego, co się może przytrafić, a nie da się przewidzieć).

No i też jedzie się po to, żeby kolegów/koleżanki z pracy skręciło z zazdrości.

Potworem jestem, wiem ;)




* no, nie tak znowu każdy, ale większość z moich znajomych